Witam.
Jak już obwieszczałam na Facebooku, nadszedł ten czas, w którym opowiem co nieco o mojej przygodzie z rolkami. Chociaż muszę się do czegoś przyznać... Od około dwóch tygodni nie wychodziłam na przejażdżki. Dlaczego? Brak czasu, dużo pracy pod koniec roku szkolnego i coraz wyższa temperatura. Z tym ostatnim mogłabym sobie jeszcze poradzić, wystarczy, że będę wychodzić o 18:00. Niestety, nauka w maju mnie zamęcza i o tej godzinie jeszcze pracuję. No cóż.
Tak więc do był jakże dołujący wstęp. Teraz mogę przejść do tej wesołej części. Post będzie może w stylu poradnika, zbioru opinii, zdjęć oraz poetyckich epitetów. I od razu powiem, że jak widać w tytule posta, moja przygoda z rolkami trwała zaledwie kilka dni. Nie jestem w tej dziedzinie specjalistką. Chcę po prostu wyrazić swoją opinię z perspektywy amatora. Dobra, teraz na prawdę przejdę do konkretów...
Pewnej pięknej soboty stwierdziłam, że idę na rolki, Dlaczego? Nie wiem. Stwierdziłam, że skoro trwa majówka, a ja siedzę w domu, mogę trochę poćwiczyć jazdę. Oczywiście na początku bardziej chodziłam, niż jeździłam, ale się nie poddawałam. Młodsze ode mnie dzieciaki miały ubaw ze mnie, mówiły, że to już za późno na naukę. A ja to ignorowałam. I tak ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam przez około dwie godziny.
Następnego dnia zrobiłam sobie przerwę, by w poniedziałek podjąć drugą próbę. Był to dobry wybór. Jeździłam sobie tak godzinę i nagle zdałam sobie sprawę, że jeżdżę już całkiem dobrze. Potrafiłam w miarę płynnie się poruszać bez pomocy i chociaż miałam jeszcze pewne obawy, próbowałam dalej. Nagle, ni stąd ni zowąd, zauważyłam, że na zegarku nie było już godziny 18:00. Była 20:00. No, to się wkręciłam...
Następnego dnia czekałam tylko na zwolnienie miejsca na podwórku i z radością wybiegłam na rolki. Tego dnia sunęłam po chodniku, który był w tym momencie moim królestwem. Ludzie się patrzyli, dziwiło ich to, jak zwykła gimbaza może w dzień wolny od południa siedzieć na dworze. A tak, gimbaza może robić coś innego niż siedzieć przed CS'em lub Facebookiem. Chociaż oczywiście nie wszystkie spojrzenia były pogardliwe. Niektóre miały w sobie fascynację i wielki podziw. Poza tym jednak ciężko było mi się przejmować tym, o czym myślą obcy dla mnie ludzie, gdyż miałam słuchawki i głośną muzykę. Najlepszy pomysł na motywację do wyjścia na np rolki? Muzyka. Dużo muzyki. Wiedzieliście, że do twórczości Die Antwoord można świetnie jeździć na rolkach? Nie? To teraz już wiecie. Ale wróćmy do tematu. Po dwóch, trzech godzinach powróciłam do domu lekko zawiedziona, że czas mi tak szybko zleciał. Po obiedzie nie miałam na nic ochoty, myślałam tylko o rolkach. I tak, po długich namysłach postanowiłam znowu zabrać plecak z rolkami i powrócić na podwórko. A tam? A tam na chodniku się znowu zadziała magia...
Środa, ostatni dzień majówki. Nie był to dobry dzień dla rolek. Oświeciło mnie i zdałam sobie sprawę, że jutro trzeba iść do szkoły. Nie mam zbyt dużo do opowiadania o tym dniu. Pozwoliłam sobie na dwie godziny przejażdżki, później jednak musiałam powrócić do domu i ogarnąć się.
Okej, to była moja opowieść o rolkach. Teraz pora na część poradnikową (?). Czy na rolkach się łatwo jeździ? No cóż, by osiągnąć poziom Jeżdżę bez trzymania się poręczy/ławek/drzew zajęło mi dwa dni. Ale to pewnie przez to, że nie mam zbyt dobrej koordynacji ruchowej. Tak czy siak, myślę, że nie jest trudno zrozumieć język rolek. Grunt to utrzymanie równowagi i wyzbycia się myśli, że upadniesz. Bo upadniesz i to pewnie nie jeden raz. Ale tak jest z każdym pojazdem (nie, nie chodzi mi tu o auta). Czy to rower, deskorolka, czy rolki, zawsze się zdarzy jakiś upadek. Najważniejsze, że podniesiesz się i spróbujesz jeszcze raz. Jestem tego dobrym przykładem, gdyż moja przygoda również zawierała upadki (oj, tyłek bolał...). Czego potrzebuję do nauki jazdy na rolkach? Rolek, czasu, ładnego chodnika, zapomnienia o strachu przed upadkiem. No i rękawiczek ochronnych. One są przydatne.
To chyba tyle w tym poście. Czy mam zamiar kontynuować jazdę na rolkach? Być może. Maj jest jak na razie dla mnie dość ciężki, więc nie mam zbyt dużo czasu. Tak więc żegnam się z Wami z nadzieją, że zachęciłam Was do rolek. Ja pędzę do zeszytu z francuskiego, bo nazwy części ciała na mnie czekają.
Miłego życia!
Megan Green


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz