sobota, 5 marca 2016

A wilkołaki lajkują...- Ulubieńcy lutego

Witam.

  Skończył się luty, a przy okazji, minął już drugi miesiąc istnienia tego bloga. Kurcze... Jestem pod wrażeniem mojej systematyczności. Bo w końcu dwa miesiące pisania o moich przemyśleniach, mimo że mała cząstka ludności to czyta, to jakiś wynik, co nie? Dobra, wróćmy do tematu. Przyszedł czas na podsumowanie lutego. Nie był to może i intensywny miesiąc, ale wycisnęłam z niego co się dało i napisałam A wilkołaki lajkują... Fajnie? Fajnie!

Wydarzenie miesiąca

  Luty był nudny. Dwadzieścia dziewięć dni przepełniały kartkówki, prace klasowe i ich przekładanie. Brzmi to może jak wymądrzanie się małolaty, ale tak naprawdę było. Jednak dostrzegłam w tym miesiącu coś wyjątkowego, a mianowicie walentynkowy wyjazd do Bydgoszczy. Wiem, wiem, w poście walentynkowym sama radziłam Wam, aby nie wychodzić z domu. Ale to był wyjątek! Muszę przyznać, że dobrze spędziłam tegoroczne Walentynki; zjadłam skandynawski obiadek Wiadomo (Albo I Nie) Gdzie, pochodziłam po sklepie meblowym szukając inspiracji i zagrałam w parę gier samochodowych ożywiających atmosferę. Ogólnie: super. Poza tym, ciekawym wydarzeniem w lutym jest dodatkowy dzień tworzący miesiąc przestępny. Czy to wpłynęło jakoś na moje życie? Cóż, miałam dodatkowe dwadzieścia cztery godziny na uczenie się do pracy klasowej z matematyki... Radość rośnie wokół nas!

Przedmiot miesiąca


 Tak, Przedmiotem Miesiąca jest kubek. Ale nie zwykły! Jest to mój ulubiony kubek, który dostałam od Pani Lis (jeśli to czytasz, wiedz że musiałam Ci nadać na tym blogu nowe imię. Podoba się? :) ) na urodziny. Co mogę powiedzieć, miło piję mi się z niego tęczową herbatkę. Tudzież kakao. Za to gorzej się robi mu zdjęcia. Masakra. Słońce się w nim odbija i zanim wymyśliłam jak to skorygować, minęło sporo czasu (czytaj: góra pięć minut. Ach ten niepotrzebny dramatyzm!). Ale tak, wyróżniam w lutym kubek z Nyan Cat. Boom!

Jedzenie/Napój miesiąca

 W tym miesiącu nie mogłam się oprzeć, jak to ja nazywam, pasztecikom. Chociaż, chwila. Nawet nie wiem czy to właściwie ma taką nazwę... (Szybkie sprawdzenie zasobów Internetu) O! Uwaga! Znalazłam prawidłową nazwę: Ciastko półfrancuskie z pieczarkami i kapustą. Zwał, jak zwał. Tak czy siak, cały miesiąc raczyłam się nim po powrocie ze szkoły. Do tego herbatka, jogurcik naturalny i mamy późne drugie śniadanie! Nie chciałabym teraz reklamować konkretnego sklepu, więc nie podam skąd ten pasztecik (tak, wiem że to nie jest pasztecik!) mam. Może poszukajcie w piekarniach lub sieciach supermarketów ze stoiskiem z pieczywem. Podsumowując: polecam.

 Muzyka miesiąca

  Jak co miesiąc staję się Waszym DJ'em i proponuję Wam utwory, których słucham non stop. 

Film miesiąca

A tym razem będzie to produkcja z YouTube! Zaskoczeni? Nie? Okej... Tak czy siak, polecam Wam krótki filmik Krzysztofa Gonciarza pt. Gdybyś był JAPOŃCZYKIEM. Opowiada on o życiu w Japonii i o tym, że teoretycznie nie różnimy się tak bardzo od ich mieszkańców. Bardzo ciekawe, idealne dla mnie, osoby pragnącej odwiedzić Kraj Kwitnącej Wiśni. 



I cóż, to było na tyle. Jeszcze na koniec chciałabym się spytać, czy wolicie zwykłe zdjęcia (jak ta fotografia kubka), czy wyglądające na zrobione polaroidem (zdjęcie roboto-zegara)? Nie potrafię się zdecydować, więc proszę Was o radę. Dobra, a więc kończę ten post. Na razie!
Megan Green

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz