Miesiąc. Konkretnie dwadzieścia dni. Dwadzieścia sześć z weekendami. Jeszcze tylko tyle zostało do końca roku szkolnego 2015/2016.
Muszę przyznać, że mimo mojej nerdowskiego charakteru zawsze się cieszę z nadejścia wakacji. Bo przecież mało kto się nie cieszy. Nareszcie odpocznę od zakuwania na wszelkie prace klasowe, kartkówki, sprawdziany. Wyrzucę z umysłu wszelkie zgryzoty i przerażający stres ocenami (i nie żeby były złe, po prostu jestem z natury perfekcjonistką, wszystko, nawet oceny muszą być dopięte na ostatni guzik). Nie będę się przejmować się wszelkimi terminami. Na te dwa miesiące zapomnę o istnieniu mojej szkoły. No, a przynajmniej do przedostatniego tygodnia sierpnia. Wtedy rozpoczyna się u mnie okres fascynacji nowym rokiem szkolnym i wszystkim co z nim związane. Cóż, taki to ze mnie kujon!
Jak już kiedyś wspomniałam, maj jest (a już niedługo będę mówić był!) dla mnie bardzo ciężki. Niby widać już na horyzoncie wakacje, niby czujesz już morską bryzę, zapach oscypków lub też wizję godzin spędzonych z bohaterami ulubionego serialu, a tu wszyscy Ci mówią, że jesteś w błędzie. Przecież w maju się jeszcze rok szkolny nie kończy, trzeba pracować za dwóch! Tak, to prawda, nie ma co jeszcze myśleć o niebieskich migdałach, ale bez przesady. Gdy na dworze jest ponad dwadzieścia stopni Celsiusza nikomu się nie chcę uczyć. Zwłaszcza, że powodów do nauki jest w tym miesiącu wiele. Wszakże należy trzymać poziom, pozostać z ocenami, które nas zadowalają, poprawić te gorsze i nie dać im się pogorszyć. To na pewno główny powód mojego zmęczenia i pragnienia odpoczynku. Dodać jeszcze do tego wszelkie dni wolne, które mimo, że się przydają, w nadmiarze powodują totalne wypadnięcie z rytmu i rozleniwienie. I jak tu teraz myśleć o szkole?
Może i będę tęsknić za szkołą, za moją pozytywnie zwariowaną klasą, za pracą, która naprawdę mi sprawia przyjemność, ale mówi się trudno. Przecież to wszytko powróci we wrześniu, nie ma się czym zadręczać. Lepiej rozmyślać o planach na wakacje. A mam ich sporo i choć w większości są to małe błahostki, zależy mi na nich. Na liście znajduje się m.in. dalsza nauka japońskiego, o której nie mogę zapominać (moim celem jest opanowanie do końca roku określonego wcześniej materiału), prowadzenie wakacyjnego dziennika, no i oczywiście prowadzenie tego bloga. Przez te dwa miesiące będę miała wiele powodów do pisania, więc postaram się udzielać częściej. Chyba, że będę w miejscu bez dostępu do internetu, wtedy wpisy mogą być później. Ale nie ma co się jak na razie przejmować, na pewno dobrze wykorzystam te dwa miesiące. A w formie relaksu mam w planie podróże małe i duże oraz wkręcenie się w Star Butterfly kontra siły zła (muszę jakoś zapełnić pustkę po Wodogzmotach Małych. Ech... Ale to temat na kiedy indziej).
Miesiąc. Konkretnie dwadzieścia dni. Dwadzieścia sześć z weekendami. Tylko tyle mi pozostało czasu, by nacieszyć się rokiem szkolnym 2015/2016. A potem już tylko pędzić
Niestety, zanim to nastąpi muszę się zabrać za naukę z biologii. Już słyszę, jak wiadomości dotyczące liczby kręgów w kręgosłupie mnie wzywają. Na sam koniec mam pytanie: co Wy myślicie o tych dwudziestu/dwudziestu sześciu dniach szkoły? Umysłem już jesteście nad morzem? Czy raczej przy ostatnich rozdziałach podręcznika? I jak chcecie wykorzystać tegoroczne wakacje? Ja się z Wami żegnam, biologia wzywa...
Megan Green
Ps. A tak poza tym nie witałam się dzisiaj z Wami. Już to naprawiam: Witam na końcu posta!

Taaak Wakacje znów będą wakacje. Tak byle do nich. Koniec sprawdzianów, kartkówek. Wolne. Ciekawi mnie temat twojej następnej notatki.
OdpowiedzUsuńDobrego humoru i weny
Pozdrawiam
Księżniczka Azula