Witam ponownie!
Uff... Nie powiem, stęskniłam się za tym specyficznym dźwiękiem stukania w klawiaturę. Odzwyczaiłam się od pisania. Duży błąd. Teraz powracam do miłej rutyny pisania z dawką subiektywnego podsumowania maja. Jak wspominałam na fanpage'u, wczoraj wybrałam się na rodzinny spacer po okolicy i porobiłam parę zdjęć. Nie chwaląc się oczywiście, myślę, że wyszły bardzo dobrze. Podrasować je jeszcze małą obróbką i będą moim małym dziełem sztuki. Dobra, po szybkim wstępie o fotografiach pora zająć się postem. Zapraszam!
Wydarzenie miesiąca
Myślę, że najważniejszym wydarzeniem w tym miesiącu była wszechobecna praca. Pisałam już o tym w tym poście, jednak powtórzę. Maj był bardzo pracowity. Właściwie to maj i pierwszy tydzień czerwca. Ostatnie sprawdziany, kartkówki, stres przed wystawieniem ocen, pisanie artykułów do szkolnej gazety... Dużo tego było. Ale podkreślam było i już się skończyło. Większość ocen wystawiona (dla ciekawskich: jest świetnie, brawo ja! ^.^), wszystkie artykuły napisane i przesłane, a sezon na kartkówki i inne formy sprawdzenia wiedzy uczniów chyba został zakończony. Tak, pora na luz i odstresowanie się. A nie, chwila, został jeszcze występ wokalny w piątek... No to się wkopałam...
Przedmiot tygodnia
Tak, dobrze widzicie. Bańki. Odzywa się mój infantylizm. Ale kto ich nie lubi? No kto? Zwłaszcza, gdy ma się spory okrąg (?) tworzący je i sprawiający, że są duże, okrąglutkie. Ale tak na serio. Kupiłam je pod koniec miesiąca będąc na okolicznym festynie, gdyż chciałam mieć choć jedną pamiątkę. W drodze powrotnej poczułam się znowu niczym beztroska sześciolatka i z uśmiechem na ustach zaczęłam puszczać bańki. Normalnie, na ulicy. Bąbelki lekko latały nad przechodniami, niektóre pękały prosto w ich twarze, ale jedno jest pewne: ożywiły szare ulice mojego miasta. Dawały mi wielką frajdę i poczucie dziecinnej bezkarności. Oczywiście nie zamierzałam poprzestać na jednej wyprawie z bańkami. Zabrałam je na miniwycieczkę szkolną, a nawet na zwykłe zakupy. Tak, one zasługują na ten tytuł. Macie też takie? Jeśli nie, naprawdę polecam kupić. Dzięki nim można przedwcześnie poczuć letni luz. Kto by pomyślał, że tak niewinny przedmiot może przynieść tyle radości?
Muzyka miesiąca
Cleo- Wolę ByćYears & Years - Take Shelter
Ariana Grande- Into you
Panic! At The Disco: Girls/Girls/Boys
Jedzenie miesiąca
Nie jestem fanką lata. Może i są wakacje, ale idą z nimi olbrzymie upały. A jak już wiecie, nie cierpię ich. Jednak mimo wielkiego wstrętu do letnich temperatur są trzy powody, dla których czekam na tę porę roku: wakacje (o czym już mówiłam), kąpiele w morzu oraz truskawki. I właśnie tym ostatnim się teraz zajmę. Myślę, że truskawki są rzeczą, na którą można czekać cały rok, jak na Boże Narodzenie. Gdy już nadchodzi ich sezon, wykorzystujemy go i upychamy te owoce gdzie tylko się da: w cieście, w naleśnikach, na słono, na słodko, w pizzy, w koktajlach... Mogłabym tak wymieniać przez najbliższe dwa lata. Nawet nie zauważałam, że wypijam boską mieszankę mleka, cukru oraz truskawek jeden/dwa razy na dzień! Kiedyś, gdy byłam naprawdę bardzo mała, miałam chwilową alergię na nie. O zgrozo. Ale co chcę przez to powiedzieć? Chcę powiedzieć, że truskawki wymiatają. A zwłaszcza pod postacią cudownego koktajlu, który w tym miesiącu jest jedzeniem miesiąca. Koniec, kropka.
Film tygodnia
Ta kategoria jest tymczasowo nieczynna. Autorka posta nie miała weny na oglądanie, a tym bardziej opisywanie jakiegokolwiek filmu. Za usterki przepraszamy.
Kurcze, chyba tak się odzwyczaiłam się od długiego pisania, że aż zaczęły mnie boleć dłonie. Fascynujące. Tym razem się znowu śpieszę. Nie, dzisiaj się już nie uczę, dzisiaj oglądam Dziewczynę w czerwonej pelerynie. Tak więc szybko się z Wami żegnam i lecę się ogarnąć przed seansem.
Powodzenia w poniedziałek!
Megan Green
Ps. Tak, pewnie jako jedna z niewielu Polaków nie oglądam meczu. I oczywiście sąsiedzi swoim kibicowaniem mi o tym przypominają...









