Witam ponownie!
Dzisiaj jest ostatni dzień kwietnia, więc należałoby go ładnie i zwięźle podsumować, nie? Jest tylko jeden problem: brak weny. Ale spokojnie, spokojnie, mam na to wyjście! Aby temu zaradzić wyszłam na dwugodzinną randkę z fishboardem (cicho! Spoilerujesz!), a potem z rolkami. Pewnie spotkanie byłoby znacznie dłuższe, gdyby nie tam koszmarna pogoda. I nie, nie mówię tu o deszczu. Chodzi mi o dwudziestostopniowy upał (tak, dwadzieścia stopni to dla mnie upał. Już się obawiam lata!) i Słońce wypalające chodniki na bezchmurnym niebie. Komplet. Niestety, przez taką pogodę wychodzenie z domu w bluzie i bez nakrycia głowy nie jest zbyt przyjemne, więc musiałam się ewakuować do domu. Ale humor poprawiłam, wena wróciła, a deska cała szczęśliwa, bo nareszcie wyszłam z nią. Tak więc włączam najnowszy album Panic! At The Disco (moja nowa miłość!) i zaczynam pisać!
Tonight we are victorious. Champagne pouring over us. All my friends were glorious. Tonight we are victorious...
Wydarzenie miesiąca
Pisałam już o tym i nie ma opcji, abym wybrała cokolwiek innego. Wiecie, o co chodzi? Tak, myślę o Pyrkonie! Było to dla mnie niesamowite przeżycie. Bycie otaczanym przez tylu cosplayer'ów, tyle komiksów, taką ilość pozytywnej energii to po prostu marzenie. Zdobyłam wiele ciekawych pamiątek, zobaczyłam rzeczy, których nigdy nie widziałam, wysłuchałam prelekcji, którą długo komentowałam. Może i był to tylko jeden dzień oraz nie załapałam się na dwie prelekcje o Porze na Przygodę (chlip!) wspominam ten czas epicko. Pełną opowieść o tym wydarzeniu macie w wpisie Urodziny na bogato, gdzie w swój nietypowy sposób je opisuję.
Przedmiot miesiąca
Przedmiotem miesiąca jest mój nowy pojazd, który dostałam na urodziny (chwalipięta!), a mianowicie Big Yamba. Powiem tak: ni to fishboard, ni to longboard. To coś tak jakby pomiędzy. Jest mniejszy niż longboard, lecz większy niż fishka. Ale wróćmy do tematu. Potrzebowałam poręcznego pojazdu prostego w nauce jazdy, którym przyjemnie będę się poruszać. Rolki są dobre, jednak mają swoją wielkość i ciężar, niespecjalnie mieszczą mi się w plecaku oraz zakładanie i zdejmowanie ich chwilę mi zajmuje. Roweru odpada, nigdy nie biorę pod uwagę. Deskorolkę już próbowałam okiełznać, ale jest stworzona do tricków, nie do swobodnej jazdy. Na szczęście odkryłam fishki i jej krewnych. Długą myślałam, co bardziej mi się podoba: fishboard czy Big Yamba. Wybrałam drugą i szczerze jestem zadowolona. Nie jestem jeszcze mistrzem w jeździe, ale już czuję tę frajdę z niej płynącą. Łatwo się nią skręca, poruszanie się na niej przypomina surfowanie (teoretycznie, czytałam, że przy tworzeniu fishek inspirowano się tym). Robi się coraz cieplej. Z jednej strony to źle, (upał, upał, upał...) ale z drugiej strony będę mogła częściej jeździć na niej. Już widzę moją jazdę podczas wakacji!
Muzyka miesiąca
Jedzenie tygodnia
Ostatnio przeszłam na zdrowy tryb życia. Po swojemu. Nie kontroluję maniakalnie liczby kalorii w spożytym posiłku, ani nie przechodzę na weganizm, ale ostatnimi czasy przestałam słodzić czegokolwiek białym cukrem. Zamiast tego używam jego trzcinowej wersji lub miodu. Zaczęłam też ćwiczyć! Co prawda nie tak obsesyjnie typu Nie ćwiczysz nie żyjesz! lub Fitness mym życiem!, jednak mogę się pochwalić tym, że ćwiczę raz w tygodniu po piętnaście/dwadzieścia minut. Zawsze coś! I nie robię tego, bo muszę schudnąć, czy coś. Po prostu chcę mieć więcej energii i siły na bieg, wspinaczkę czy na inny wysiłek fizyczny. Ej, chwila, odbiegłam od tematu! Jeżeli chodzi o zdrowy tryb życia, zrezygnowałam z słodkich płatków (żegnajcie Kochane, bardzo Was kochałam!) na rzecz owsianki, płatków kukurydzianych, a teraz kaszy mannej. I to ona będzie jedzeniem miesiąca. Według mnie, jest to świetna propozycja śniadania dla każdego. Nie lubisz bananów? Zrób kaszkę z orzechami! Masz uczulenie na orzechy? Zrób z truskawkami! Nie lubisz truskawek? Zrób z winogronami! I tak dalej... Pysznie!
Film tygodnia
A filmem tygodnia będą... Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy! I wiem, wiem, największy szał na siódmą część był w grudniu, ale jeszcze wtedy tego bloga nie było. Teraz, jako, że zakupiłam film na DVD mogę wyrazić o nim moją opinię. Gdy byłam w kinie, uważałam film za kolejny cud świata. Tyle emocji, tyle sentymentu, tyle nadziei. Aktualnie, niestety, zauważam jedną wadę. Powtarzalność (Star Killer kolejną Gwiazdą Śmierci? Jakku niczym Tatooine? Najwyższy Porządek następnym Imperium? Może tak miało być...). Na szczęście film ma znacznie więcej zalet niż wad. Jestem zachwycona postaciami, np. Rey jako pierwszą naprawdę znaczącą postacią płci pięknej w serii. Nie jest księżniczką, tylko zwykłą dziewczyną z pustynnej planety, co też jest dobre. Ogólnie powrót do odległej galaktyki po dziesięciu latach był dla wszystkich fanów wielkim wydarzeniem i mimo, że nie byłam w dniu premiery psychofanką Gwiezdnych Wojen, byłam pod wielkim wrażeniem filmu. A teraz? A teraz każę wszystkim się uciszyć, by usłyszeć epicką melodię rozpoczynającą seans. CO poradzić? Taki ze mnie psychofan!
No i to było na tyle. Jutro oficjalnie rozpocznie się majówka. A ja podczas tych trzech dni nie będę uczestniczyć w żadnym grillu. Depresja. A wy? Jakie są Wasze plany na majówkę? A tak poza tym, założyłam fanpage! Nie wygląda może jeszcze nadzwyczajnie, ale to się zmieni. Jeśli więc chcecie być ze mną w kontakcie, zapraszam do lajkowania. To wszystko z mojej strony. Narka!
Megan Green


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz