Witam.
A może dzisiaj poruszę raczej rzadko spotykany temat? Temat o uzewnętrznianiu się na portalach społecznościowych?
Gdy zakładałam fanpage'a, myślałam, że polepszy to moją sytuację na blogu, że popchnie go w dobrą stronę. Minął dzień od jego założenia, a ja zadaję sobie kluczowe pytanie: I co teraz? Mam teraz publikować każdy moment mojego życia? Bo przecież to się najczęściej robi na social mediach, czyż nie? A jak nie to, to co?
Jeśli codziennie nie będę publikować uroczych selfie oraz chwaliła się tym co aktualnie jem, gdzie jestem i ile dni jeszcze zostało do mojego wyjazdu na Karaiby czy na inne Hawaje, to nikt nie zwróci na mnie uwagę. Taka prawda. Żyjemy w świecie, w którym globalizacja niszczy oryginalność i indywidualność. A nawet jeśli nie zniszczy, to przerobi naszą nieszablonowość na coś obrzydliwego i wulgarnego. Okazuje się, że blog lub profil na portalu społecznościowym, w którym autor dzieli się z obcymi ludźmi swoim życiem, jest bardziej popularny od takiego, gdzie takich informacji brak. Ludzie chcą wiedzieć o innych, chcą żyć ich życiem, poczuć się jak oni. Takie zjawisko coraz częściej spotykane jest nie tylko wśród celebrytów, ale i youtuberów czy blogerów. Dlaczego?
Dlaczego jeśli chcemy być zauważeni i popularni musimy się tak otwierać? Dlaczego post zawierający stylizację dnia jest ciekawszy, niż ten o filozoficznych przemyśleniach? Może chodzi o kwestię ogólnego wyglądu wpisu? Przecież wiadomym jest, że zdjęcia pierwsze przyciągają uwagę, dopiero potem treść. A może jednak to przez panującą modę? Tak, zapewne.
Jednak dobrze, chcę być tą inną, tą odstępującą od reszty. Czym w takim razie mogę przyciągnąć ludzi do bloga na Facebooku? Mówią: po prostu się udzielaj. Ale jak? Hmmm... Może zacznę pokazywać sposoby na idealną stylizację? Albo recenzować gąbki do rozsmarowywania makijażu? To ostatnio jest modne...
Ale dobrze, jaki jest sens tego postu? Chodziło mi o to, że w dzisiejszych czasach jest ciężej być sobą. Wybieramy wygodniejsze rozwiązania, powielamy style od innych, bo nie chcę nam się robić coś innego. Dzielimy się swoim życiem mimo, że nawet nie wiemy po co. Jeśli o mnie chodzi, nie mam zamiaru powtarzać to, co już było. Mam zamiar pisać konkretnie, ale w swoim stylu. TAG'i raz na jakiś czas. A na fanpage'u zero dupereli (cóż za słownictwo!), tylko... Hmm... Coś na pewno.
Noszę koka, spędzam trochę czasu w internecie, wyżalam się ludziom z różnych zakątków świata. Ale nie ulegam globalizacji. Będę tą oryginalną.
Megan Green

Ciao, Megan! Już dawno chciałam napisać ci jakiś komentarz, ale czekałam na odpowiedni moment. Doczekałam się tylko odpowiedniego posta, który naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Też jestem indywidualistką, w dodatku mocno zaznaczającą swój charakter. Masz absolutną rację. Ujęłaś doskonale wszystko to, co chodziło mi po głowie. Więc dodam tylko coś od siebie. Najważniejsze jest, żeby nie bać się bycia sobą. Nie obchodzi mnie, co ludzie powiedzą, kiedy założę stanik na bluzkę, napiszę rozdział, którego nikt nie zrozumie, czy w tramwaju, pośród zupełnie obcych ludzi zacznę śpiewać "Highway to hell". Raz się żyje! Kurt Cobain powiedział: "Lepiej, żeby mnie nienawidzili takiego, jakim jestem, niż kochali kogoś, kim nigdy nie będę." Cieszę się, że są ludzie, którzy nie boją się wygłaszać swojego zdania. Powinno być nas więcej ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę ci weny i tematów do następnych, subiektywnych TAG'ów.
Felicità
Po pierwsze,cześć Siostra!
OdpowiedzUsuńPo drugie, gratuluję!Jesteś pierwszą osobą, która napisała komentarz na moim blogu. Należy Ci się ode mnie order z ziemnaka!:D
I po trzecie, dziękuję za tak szczerą i bydującą opinię. Na początku bałam się, że post będzie nieco zbyt zagmatwany, że niewiele ludzi go zrozumie. Teraz jestem już pewna, że chcę pisać posty po swojemu, nawet, jeśli będzie to oznaczało brak choćby jednego wpisu w tygodniu. Wolę tworzyć treść prosto z serducha raz na dwa tygodnie, niż wstawiać post właściwie o niczym dwa razy w tygodniu. Poza tym, takim sposobem czerpie się większą radość z pisania! :D
Jeszcze raz dzięki za komentarz. Zmotywowało mnie do dalszej pracy i do niepoddawania się w prowadzeniu ,,Bajdulek[...]". Ja również życzę weny w pisaniu historii na blogu.
Powodzenia!