środa, 24 lutego 2016

Around the world

Witam.

  Tak, żyję i miewam się dobrze. Tak, przyznaję się, jestem leniwa. I tak, zanim napisałam ten post spędziłam pół godziny na przeglądaniu zasobów Internetu zamiast pisać ten post. Ale jestem tylko człowiekiem, co nie? :)

  Tak czy siak, po długich rozmyślaniach  stwierdziłam, że dzisiaj zaproponuję Wam coś z kategorii listy wszystkiego-co-się-da-napisać-w-formie-listy, mianowicie spis miejsc, które chciałabym odwiedzić/które uważam za swoje miejsce na Ziemi. Jak może wiecie (albo i nie), jestem wielką fanką podróży. Może i nie żyję na tym świecie długo oraz zwiedziłam malutką część świata, ale wiem, że w przyszłości odwiedzę wszystkie miejsca z tej listy ( a może nawet i więcej!). Może i brzmi to jak infantylne marzenia pięciolatka, jednak mi to nie przeszkadza. Tak więc zapraszam do głównej części postu!

1. Wielka Brytania (w szczególności Londyn)

 

2. Tokio, Japonia


3. Korea Południowa


4.Stany Zjednoczone

5. Rosja


Wiem, wiem, przepraszam za to, że post jest wybitnie krótki, ale mam dużo rzeczy do zrobienia. Nie będę przedłużać, to tyle na dziś. A jakie są Wasze miejsca na Ziemi? Zapraszam do komentowania, a ja zajmuję się tajnikami biologii.
Macha dłonią na pożegnanie:
Megan Green

sobota, 13 lutego 2016

Jak przeżyć Walentynki będąc singlem?

Witam!

  Jak pewnie większość zauważyła, wielkimi krokami zbliża się czternastego lutego, znana wszystkim data jako Walentynki. Jedni czczą to święto bardziej niż własne urodziny, inni nienawidzą. A do której grupy należę ja? Do pośredniej. Toleruję to święto, ale gdy widzę radosne pary patrzące na siebie z miłością w oczach, mam ochotę kopnąć coś (lub kogoś) i wykrzyczeć Nein, nein, nein! Bo, jak pewnie już wywnioskowaliście, zazwyczaj spędzam Walentynki samotnie. A najgorszy jest w tym fakt, iż Wasza Megan uwielbia czytać młodzieżowe romanse wyobrażając sobie siebie w roli głównej bohaterki. I potem oczywiście cierpi zawiedziona, że takie romantyczne sytuacje oraz niesamowici chłopcy nie istnieją. A przynajmniej tak każe mi myśleć rzeczywistość. Ale tego roku stwierdziłam, że póki nie mam partnera będę starała się być pewną siebie i oryginalną osobą. Wam również radzę tak postępować. Niech Wasz potencjalny obiekt westchnień zobaczy, jaką intrygująca osoba przechodzi obok niego (lub też niej). No dobra, to była moja rada na przeżycie Walentynek samotnie. Dziękuję za uwagę!


  Żart. Ha. Ha.
 

  Ale wracając do tematu, przedstawię Wam dzisiaj sześć rad na przeżycie czternastego lutego bez drugiej połówki nie popadając przy tym w rozpacz. Enjoy!

1. Nie. Wychodź. Z. Domu.

Jest to pierwsza i najważniejsza porada. Pewnie od razu się ktoś spyta: Ale czy to właśnie siedzenie w domu nie wzmaga gorycz samotności? Być może tak. Ale uwierzcie mi lub nie, ale pewnego roku spróbowałam opuścić moje cztery ściany i wyjść gdzieś z przyjaciółką. Wybrałyśmy się do galerii handlowej, zjadłyśmy coś smacznego i wszystko byłoby całkiem dobre, gdyby nie fakt, że dookoła mnie były same pary. Wszędzie. Po prostu wszędzie. Więc mój błąd może być przestrogą dla Was, aby nie wychodzić z domu, a zwłaszcza do galerii handlowych. A jeśli już musicie gdzieś wyjść, wybierzcie miejsce, które Was relaksuje. Może być nawet i McDonald. Korzystajcie z tego, że Święto Zakochanych wypada w niedzielę i nie będziecie musieli iść do szkoły lub pracy. Chociaż z tym drugim to nigdy nie wiadomo, może i nie będzie to dzień wolny.

2. Zrób sobie coś wybornego do jedzenia

I dobrze by było, gdyby to była potrawa, której nie gotujecie codziennie. Polecam Wam otworzyć książkę kucharską, której prawie nigdy nie używaliście i wybrać pierwsze danie wyglądające dla Was interesująco. Przepis nie musi być trudny, chociaż dla osób lubiących wyzwania polecam coś bardziej wymagającego. Nie martwcie się, Wasze dzieło nie musi wyglądać jak twórczość Buddy'ego Valastro, grunt w tym, że będziecie mieli dobrą zabawę. A poza tym, nie ocenia się książki po okładce, a jedzenia po wyglądzie, co nie?

3. Puść głośno muzykę i tańcz

Po prostu. Nie zwracaj uwagi na to, że ktoś patrzy. Puść piosenki, które nie opowiadają o pięknej miłości, te o pozytywnych aspektach bycia singlem, albo te mówiące o sile kobiet jak Single Ladies (Put a Ring on It) Beyoncé lub Run the World (Girls) tej samej autorki. Osobiście, czternastego lutego, chętnie posłucham Die Antwoord oraz nacieszę się ich jakże filozoficzną i głęboką muzyką. Z całego serduszka polecam.

4. Zrób dla siebie lub społeczeństwa coś miłego

A co? A na przykład wyjedźcie na spontaniczną wycieczkę. Albo wybierzcie się na zakupy, do kosmetyczki itp. Lub znajdźcie nowe hobby i oddajcie się mu bez reszty. Jeśli to Wam poprawi humor, zaproście przyjaciół. Możliwości jest naprawdę sporo. Każdy człowiek jest inny, więc nie podam uniwersalnego pomysłu dla wszystkich. Chociaż nie, chyba znalazłam taką sugestię. Jest nią pomoc. Podobno dobrodziejstwo dostarcza nam dość sporo endorfin, toteż może wykorzystajcie to i czternastego lutego pomóżcie tym, którym wsparcie jest potrzebne. Nie mówię, że musicie od razu wpłacać miliony na akcje charytatywne. Chodzi mi o oddanie chociaż złotówki na potrzebujących, wyręczenie starszej sąsiadki w noszeniu zakupów, lub posprzątanie domu za rodziców. A będziecie mieli z tego same korzyści: Wy, przepełnieni radością ze zrobienia czegoś pożytecznego, zapomnicie o byciu singlem w Walentynki, a druga osoba nareszcie się uśmiechnie. Same zalety!

5.  Czternastego lutego to nie tylko Walentynki...

...ale i Dzień Chorych na Padaczkę. Zdziwiliście się, czyż nie? Więc moja rada w tym podpunkcie jest taka: gdy ktoś Was zapyta, z kim spędzacie tegoroczne Święto Zakochanych, wy,  z lekką ironią w głosie, możecie powiedzieć, że obchodzicie Dzień Chorych na Padaczkę. Bo przecież jest to ważniejsze święto, niż jakiś dzień serduszek, latającego dziecka z łukiem i bukietów kwiatów. To uroczystość poświęcona osobom walczącym z groźną chorobą.

6. Zawsze jest Dzień Singla!

Na koniec dodam jeszcze, że po nieudanych (lub może udanych z tymi radami) Walentynkach, piętnastego lutego możecie nareszcie z dumą wyjść na ulicę i urządzić sobie Dzień Singla. A jak? Może róbcie to, co robią zakochane pary poprzedniego dnia? To znaczy, nie mówię o całowaniu samego siebie ;) Chodzi mi o wybranie się na kolację sam ze sobą, wyjście do kina, lub sprawienie sobie prezentu. Albo możecie w ten dzień wykorzystać punkt czwarty i zrobić coś dla siebie miłego. Plusem tego święta jest to, że papużki nierozłączki muszą czekać na swoje święto trzysta sześćdziesiąt pięć dni, a Wy korzystacie ze swojego dnia ciesząc się z bycia singlem! O tak!

  I jak, czujecie się już lepiej? Jesteście dumni z bycia jutro bez pary? Dajcie znać w komentarzach oraz tych małych okienkach z przymiotnikami pod postem. Jak one się nazywają? Wiem, reakcje! Tak więc ja się z Wami żegnam i życzę Wam wesołych Walentynek, tudzież Dnia Singla!
Megan Green

sobota, 6 lutego 2016

A wilkołaki lajkują...- Ulubieńcy stycznia



Zdrastwujcje!



  Oto nadszedł ten epicki moment, gdzie Megan wstawia Ulubieńców Stycznia! Tak! I muszę Wam się do czegoś przyznać: niesamowicie mi się nie chciało. Gdy jeszcze do tego dochodziły obowiązki szkolne, które sprawiły, że nie miałam zbyt dużo wolnego czasu, publikacja postu przesunęła się ze środy na... Dzisiaj. Jednak stwierdzam, że wysiłek, jaki włożyłam w pisanie go opłaci się. Wystarczy tylko spojrzeć na sam początek postu i już widać nowość, a mianowicie zdjęcie. Tak, nadszedł chyba ten czas na urozmaicenie moich wypocin. Ale tak na serio, podoba Wam się? No dobra, nie przedłużam i zapraszam do czytania!

 Wydarzenie miesiąca

  Chyba ten tytuł mogą otrzymać warsztaty teatralne, w których, jak już wiecie, uczestniczyłam. Wspominam te chwile bardzo dobrze. Nauczyłam się, że nie należy zabierać prywatność na scenę oraz, że nawet, jeśli grając pomylisz się, nigdy nie możesz przedwcześnie wyjść z roli. Poza tym poznałam wiele niesamowitych ludzi z artystycznymi osobowościami i wielkim poczuciem humoru. Smuci mnie tylko fakt, że z niektórych z nich już nigdy nie zobaczę. Jednak jestem z natury optymistką i żywię nadzieję, że za rok wszyscy się znowu spotkamy.

Przedmiot miesiąca

  Miałam problem z wybraniem czegokolwiek w tej kategorii. Po długich godzinach (żartuję, po paru minutach!) wytypowałam płytę Kasabianów, którą dostałam na Święta. Mówię tutaj o West Ryder Pauper Lunatic Asylum


  Nie wiem, czy to się też nie zalicza do kategorii Muzyka miesiąca, ale nie przejmuję się tym. Wracając do płyty, uważam, że jest to ich najlepsze dzieło. Nie mówię, że inne albumy były gorsze, jednak... Powiedzmy, że ten ma niesamowity klimat. Mam wrażenie, że każda piosenka opowiada inną historię. Co mogę jeszcze napisać, rozpływam się gdy słyszę Kasabianów!

Jedzenie/Napój miesiąca

  W styczniu nie jadłam niczego ekskluzywnego, jeśli tak to mogę określić. Jednak jako, że był Sylwester, a Sylwester równa się u mnie z niezdrowym jedzeniem, Jedzeniem miesiąca jest... Nachos z salsą! Pewnie o mnie tego nie wiecie, ale przepadam za ostrymi daniami i bardzo cenię sobie kuchnię meksykańską. W takim przypadku na moim Sylwestrowym stole nie mogło się bez tej przekąski obyć. Nie była może domowego wyrobu, ale mogę zagwarantować, że była pyszna!

Muzyka miesiąca

  W tej kategorii będę dodawała linki z YouTube z muzyką, która mnie zachwyciła. Po prostu.

 Film miesiąca  

  Po pierwsze, niestety nie mogę dodać plakatu filmu, gdyż nie chciał ze mną współpracować.
  Po drugie, filmem miesiąca jest seria Gwiezdnych Wojen, a w szczególności Imperium Kontratakuje i Zemsta Sithów. Stwierdzam, że właśnie w styczniu stałam się maniaczką tej sagi i jestem z tego dumna. Zachwycam się... Wszystkim! Nie wiem, co mam opisywać, każdy zna tę historię. A jeśli ktoś nie zna, to polecam obejrzeć i samemu wyruszyć do odległej galaktyki :)

I to byłoby na tyle. Myślę, że w przyszłości kategorii będzie więcej, ale pięć na sam początek wystarczy. Jestem ciekawa, czy spodoba Wam się moja trzygodzinna praca. Na sam koniec wyjaśnię tytuł serii. wilkołaki w nazwie oznaczają miesiąc, gdyż jak wiadomo, ludzie zarażeni lykantropią zmieniają się w krwiożercze bestie w każdą pełnię, co miesiąc. Natomiast lajkują.... Chyba wiadomo. Tak więc żegnam się z Wami z uśmiechem na twarzy i odchodzę w pokoju.
Megan Green

 

poniedziałek, 25 stycznia 2016

TAG: Ulubiony...

Witam ponownie!

  Jak skończyłam pierwszy tydzień moich ferii? Jedząc tosty z serem i czekając na Gwiezdne Wojny, pisząc ten post przy muzyce dającej świetny klimat wojen galaktycznych. A co Wasza Megan ma do powiedzenia dzisiaj? Nic ciekawego. Ot kolejny TAG, który raczej nie zachwyci Was niesamowitą treścią i nie sprawi, że świat stanie się lepszy. Chociaż nigdy nie wiadomo. Niektórzy przecież lubią czytać, jak blogerzy odpowiadają na pytania. Na przykład ja. Ale trzymając się tematu w ten szary i nudny poniedziałek mam dla Was TAG, w którym mówię o swoich ulubionych rzeczach. Enjoy...

1. Ulubiony kolor?
 Od dzieciństwa mam jeden i ten sam ulubiony kolor, a mianowicie czerwony. Dodaje mi energii i odwagi. Poza tym chyba całkiem nieźle w nim wyglądam ;)
2. Ulubiony aktor/aktorka?
Chyba nie mam swojego faworyta/faworytkę. W filmach bardziej zwracam uwagę na fabułę, a nie na to kto tam gra. Jednak muszę przyznać, że bardzo cenię sobie Jennifer Lawrence za humor oraz za perfekcyjne odtworzenie książkowej Katniss Everdeen.
3. Ulubiony serial?
Definitywnie Pora na Przygodę. Chociaż jeśli mam być szczera, najnowszy sezon mnie nie zachwycił. Jest taki... Niedorobiony, jakby czegoś w nim brakowało. Jednak to nie osłabia mojej miłości do tej niesamowitej animacji i mogę spokojnie powiedzieć, że jest to mój ulubiony serial.
4. Ulubiony film?
Ale mam wybrać tylko jeden? Hmmm... Może być ciężko. Więcej oglądam filmów animowanych, zwłaszcza produkcje Disney'a, ale zacznijmy od fabularnych, ponieważ ich jest mniej. Na pewno produkcją, którą mogę oglądać zawsze jest Forrest Gump. Jeżeli chodzi o polskie filmy moimi numerami jeden są obie części Listy do M., a w szczególności część druga. Przyznaję się, oglądając sequel popłakałam się, a jest to u mnie rzadkość! To chyba o czymś świadczy, czyż nie? Co do produkcji animowanych wyróżniam cztery bajki, jeśli tak to mogę ująć. Są to: Dzwonnik z Notre Dame, Tarzan, Piękna i Bestia (Disney) oraz Anastazja (nie-Disney). To są właśnie animacje, które są nie tylko dostarczają rozrywki dzieciom, ale i poruszają nawet trudne tematy.
5. Ulubiony kraj na świecie?
Chyba Wielka Brytania. Był to pierwszy (i jak na razie) jedyny kraj jaki odwiedziłam. Jednak gdy po raz pierwszy wysiadłam z samolotu w wieku siedmiu, może ośmiu lat, pokochałam go całym sercem.
6. Ulubiony rodzaj książek?
Młodzieżowe i romanse. Często nawet młodzieżowe romanse...
7. Ulubione miasto?
Raczej Londyn. Jest to cudowne miasto, w którym czuję się najlepiej.
8. Ulubiony portal społecznościowy?
W tej kategorii mam czterech ulubieńców: Facebook, YouTube, We Heart It i Pinterest. Co do pierwszego, używam go tylko by sprawdzać co tam słychać na stronach, które lubię. Nie uzewnętrzniam się na nim. Z YouTube mam podobnie. Po prostu oglądam to co, chcę oglądać. Dwa ostatnie bardziej mogę nazwać ulubionymi, bo inspirują mnie i motywują do pracy.
9. Ulubiona piosenka?
I właśnie w tym momencie mogę zapowiedzieć, iż w tym tygodniu (lub w przyszłym) wstawię pierwszy post z cyklu ulubieńców tygodnia, a tam podam piosenki, które w tym miesiącu słuchałam non-stop. Nad nazwą serii jeszcze myślę, ale ma ktoś może jakieś pomysły?
10. Ulubiony zespół/wykonawca?
Kasabian. Po prostu Kasabian. O tym opowiem kiedy indziej.
11. Ulubiony pisarz?
Chyba nie mam ulubionego pisarza.
12. Ulubiona książka?
Z pojedynczych powieści całym sercem uwielbiam 7 razy dziś Lauren Oliver, którą bardzo Wam polecam. Jeżeli chodzi o serie, na pewno z przyjemnością przeczytałam Igrzyska Śmierci Suzanne Collins, Harry Potter J. K. Rowling oraz Rywalki Kiery Cass. Niesamowite książki, dzięki nim człowiek może odciąć się od rzeczywistości.
13. Ulubiona cyfra?
Preferuję liczby parzyste, a zwłaszcza dwa i dwanaście. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Na takie liczby miałam już zajawkę od przedszkola.
14. Ulubiony typ faceta?
A czy muszę się zwierzać z tego? :)
15. Ulubiony deser?
Jestem wielką fanką deserów, więc teoretycznie zjem wszystko, co osładza życie. A w szczególności jeśli jest to danie, które sprawia, że mózg się wyłącza z rozkoszy. Chyba nie potrafię wybrać tylko jednego...
16. Ulubione słowo?
Chwila, chwila, dajcie mi pomyśleć... Nie używam tego słowa zbyt często, nie wiem nawet czy mogę je nazwać ulubionym, myślę, że raczej najpiękniejszym. Tym słowem jest wolność. Nie wiem, czy nawet muszę wyjaśniać dlaczego akurat je wybrałam.
17. Ulubiony cytat?
Mam trzy ulubione cytaty; dwa z trzeciego epizodu Gwiezdnych Wojen, jeden z Harrego Pottera.
  • So this is how liberty dies. With thunderous applause (Więc tak umiera wolność. Przy burzy oklasków.)- Padme Amidala
  • You were my brother, Anakin. I loved you! (Byłeś dla mnie jak brat, Anakinie. Kochałem cię.)- Obi-Wan Kenobi
  • Happines can be found, even in the darkest of times, if one only remembers to turn on the light. (Uśmiech losu można zobaczyć nawet w najciemniejszych chwilach, jeśli tylko pamięta się, żeby zapalić światło.)- Albus Dumbledore
18. Ulubiony model/modelka?
Raczej brak.
19. Ulubiony perfum?
Również brak.

Uff, dotrwałam do końca pytań. Muszę przyznać, że odpowiadanie na taką ilość pytań zmęczyło mój mózg oraz oczy. Jednak warto było, dzięki temu macie co czytać na wieczór.
Tak więc żegnam.
Megan Green

niedziela, 17 stycznia 2016

Ferie-czas radości i planów

Konnichiwa!

 Dwa tygodnie minęły od kiedy napisałam ostatni post. To chyba długo... Przez ten czas wiele myślałam o Bajdulkach Kujonki i o tym, czy stworzenie ich nie było pochopną decyzją. Rozważałam nawet usunięcie bloga, ale przypomniałam sobie moją obietnicę/noworoczne postanowienie/plan/czy-jeszcze-coś-w-tym-stylu, aby się nie poddawać i nie dawać za wygraną słomianemu zapałowi. Zamiar popełnienia blogowego samobójstwa (cóż za piękna metafora!) po paru dniach mi przeszedł
i dostałam gigantyczną dawkę motywacji. Pragnęłam zmian, chciałam rozwinąć skrzydła w blogowaniu, sprawić, aby mój blog był lepszy. Aktualnie czytam e-book o blogowaniu, szukam rad dla początkujących blogerów i staram się rozwijać.

 Jestem w pierwszym turnusie ferii zimowych, więc od dwóch dni mam zasłużone wolne. Kurczę, piszę, jakbym zrobiła coś niesamowitego dla ludzkości, a tak nie jest. Okej, może i nie wynalazłam telewizora przełączającego kanały samym mrugnięciem lub innego niesamowitego wynalazku, ale nie mogę powiedzieć, że się leniłam. W ostatnim tygodniu przed feriami musiałam się nieźle przygotowywać na prace klasowe, kartkówki itp. Nie jestem tylko do końca pewna, czy mogę uznać moją pracę za zadowalającą, ponieważ jej owocem była TYLKO trójka i czwórka na nowy semestr, ale szczerze mówiąc na dziś dzień nie myślę o tym. Shit happends, jak to mówią! A jako, że pierwszy semestr mam oficjalnie za sobą, mogę się skupić na tym co lubię. Oto moja lista zajęć na ferie:

1. Teatr

I nie, nie mówię tu o chodzeniu na sztuki teatralne (które, swoją drogą, bardzo cenię), ale o uczeniu się aktorstwa. Przez całe ferie będę chodziła do pobliskiego teatru by zgłębiać tajniki melpomeny*
i jestem tym niesamowicie podekscytowana! Co mogę jeszcze dodać, już nie mogę się doczekać!

2. Nauka japońskiego

Tak, od paru tygodni uczę się japońskiego. Czy postradałam zmysły? Tak. Czy wiem, że to nie bułka z masłem? Tak. Czy w ogóle potrzebuję tego języka? W Polsce raczej niewiele osób mówi po japońsku, ale tak, potrzebuję go. Uwielbiam uczyć się języków i chociaż inni myślą, że do niczego mi się nie to nie przyda, ja głośno zaprzeczam. Nikt nie wie, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Może się zdarzyć, że w danym zawodzie będziecie potrzebować np. rosyjskiego i co wtedy? Ale tak naprawdę uczę się, ponieważ moją kolejną miłością są podróże i jednym z miejsc, które chciałabym odwiedzić jest Japonia.

3. Czytanie

Ostatnio nie miałam zbyt dużo czasu na czytanie, więc mam zamiar wykorzystać ten czas i przeczytać zaległe książki. Przez to, że jeszcze ich nie skończyłam czytać, nie mogę kupić kolejnych. A uwierzcie mi, moja lista książek do przeczytania jest spora i ciągle rośnie... Ale co poradzić? :)

4. Maratony seriali

W te ferie planuję siedzieć przed komputerem i oglądać zaległe odcinki ulubionych seriali. A jakich? Oczywiście Pora na Przygodę, Avatar: Legenda Aanga, Avatar: Legenda Korry oraz Zwyczajny Serial. Co? Spodziewaliście się seriali fabularnych, czyż nie? No cóż, mogę szczerze powiedzieć, że kocham kreskówki i się tego nie wstydzę. Według mnie, animacje nie muszą być zarezerwowane tylko dla dzieci. Mogą zawierać historie, których nie powstydziłby się mieć dobry serial fabularny, a które byłyby niezrozumiałe dla smyków. I właśnie dlatego polecam animowane seriale, zwłaszcza te które wymieniłam wcześniej.

Oprócz tych punktów mam parę innych spraw do załatwienia, ale te cztery, które widać powyżej, są najważniejsze. A Wy, macie jakieś plany na ferie? Czy może w ogóle nie macie wolnego? I ile złotych obstawialiście, że się poddałam? Ja się z Wami żegnam, a Wy.... Róbcie co chcecie!
(Oby) Do zobaczenia
Megan Green

*chciałam się pochwalić znajomością trudnych słów, więc dodałam jakże interesujący synonim słowa aktorstwo. Nieźle, co nie?

sobota, 2 stycznia 2016

New Year TAG!

Witam!

Jako, że wczoraj oficjalnie rozpoczął się rok 2016, mam dla Was TAG, w którym odpowiem na pytania związane z Nowym Rokiem. Parę pytań usunęłam, ponieważ nie umiałabym na nie szczerze odpowiedzieć. Mimo to, serdecznie zapraszam!

1. Ulubiona sylwestrowa zabawa?
Lenistwo się liczy? A tak na serio, lubię klasyczne spędzenie czasu przy grach planszowych. Poza tym, nic specjalnego nie robię.
2. Ulubiony noworoczny utwór?
Szczerze mówiąc nie słucham niczego wyjątkowego. Najczęściej włączam sobie playlistę na Spotify podsumowującą poprzedni rok w muzyce i daję się ponieść dźwiękom.
3. Na powitanie nowego roku spódnica, czy spodnie?
To akurat zależy jaki mam nastrój jednak ze względu na wygodę, wybrałabym spodnie. W ostateczności ubrałabym ciekawą sukienkę.
4. Gdzie spędzasz Sylwestra?
Raczej w domu. Jest miło, wesoło, więc po co być gdzie indziej?
5. A z kim?
Z rodziną i pluszakami.
6. Jakie są dwie rzeczy bez których Sylwester nie może być udany?
Jedzenie i telewizja. To jest wszystko czego potrzebuję 31 grudnia.
7. Najśmieszniejszy sylwestrowy moment?
Chętnie bym powiedziała, ale jak na złość nie mogę sobie przypomnieć... Co nie oznacza, że nie mam śmiesznych wspomnień :)
8. Jaką stację oglądasz w Sylwestra: Polsat czy TVN?
Będę oryginalna i powiem, że tegorocznego Sylwestra spędziłam z tzw. Dwójką! Ha!
9. Jaką imprezę sylwestrową najbardziej lubisz?
Niespecjalnie lubię imprezować, ale gdym dostała zaproszenie na bal maskowy, z chęcią przyjęłabym je.
10. Jak nazywasz Sylwester?
Hmmm... Niech pomyślę. Sylwester?

I to był właśnie noworoczny TAG. Muszę przyznać, że pytań jest mało i odpowiedziałam na nie bardzo prostymi zdaniami, (moja polonistka nie byłaby ze mnie dumna...)  ale to pewnie dlatego, że mam trochę słaby nastrój. Jednak mam nadzieję, że spodoba Wam się ten TAG mimo tego nudnego stylu pisania. 
   
Ale tak poza tym, jak tam minął Sylwester? Dobrze przywitaliście rok 2016? Ja o północy biegałam od okna do okna patrząc na sztuczne ognie. W tym roku w miejscu gdzie mieszkam było ich znacznie więcej i naprawdę robiły lepsze wrażenie niż w zeszłym roku.

Napisałam, co miałam napisać, więc teraz żegnam się z Wami i widzimy się w następnym poście!
Megan Green

czwartek, 31 grudnia 2015

Kujonko, pora na udzielanie!

Witam!

Nawet nie wiecie, ile miesięcy myślałam o założeniu bloga. Mam w głowie miliardy pomysłów, które aż się proszą o opublikowanie. Jednak moja jakże aspołeczna dusza boi się udzielić w tym niesamowitym, ale i niebezpiecznym świecie, jakim jest internet. Nie tyle boi się fal hejtu, co bardziej tego, że mój słomiany zapał wkroczy do akcji. Miałam już dwa blogi, z których po paru miesiącach (albo i roku?) zrezygnowałam. O pierwszym wolę zapomnieć. Miałam może dziesięć lat i byłam zakochana w syrenach, serialu H2O: Wystarczy Kropla Wody itp. Żenujące. Po dwóch latach stwierdziłam, że chcę się podzielić ze światem swoim uwielbieniem do gry The Sims 3. Z tego bloga mogę już być bardziej zadowolona. Pisałam o rodzinkach, które zakładałam, dziwnych sytuacjach, rozpoczęłam nawet foto-story! Z biegiem czasu znudziło mi się to i przestałam na nim pisać. Potem miałam przerwę na blogowanie, jednak dalej chciałam dzielić się swoimi przemyśleniami z innymi. Gryzło mnie to od środka, wiele razy miałam ochotą zacząć swoją przygodę z blogowaniem, ale jak mówiłam, bałam się znudzenia i rezygnacji. Nadszedł jednak ten w miarę mroźny, oczywiście bezśnieżny dzień, gdy Megan Green stwierdziła: Pora się wziąć za siebie! i ostatniego dnia roku 2015 założyła Bajdulki Kujonki.

Zamiast przygotowywać gry planszowe i koktajle owocowe na Sylwestra siedzę sobie przed komputerem, stukam w klawiaturkę i doszczętnie marnuję wzrok. Cudownie. Zanim zakończę ten post może chociaż opowiem co będziecie mogli zobaczyć na tym blogu. Otóż, nie, nie będzie tu nic z kategorii Beauty/Hairstyles/Fashion. Nie mam zamiaru pokazywać w co to ja się dzisiaj ubrałam i jak zrobić profesjonalną kreskę eyeliner'em. Takie tematy mnie w ogóle nie kręcą. Znajdziecie tu za to moje zdania na różne tematy, tagi, ulubieńców miesiąca i inne tego typu bajdulki. No dobra, może na wstępie troszeczkę przesadziłam z powagą. Ale spokojnie, zawsze tak nie będzie! Uwierzcie mi lub nie, ale jestem naprawdę zabawną osobą (a przynajmniej tak mi się wydaję...) tylko na początku wydaję się nudna i przemądrzała. Później pokazuję swoje wesołe wnętrze i prawdziwą osobowość. Tak więc nie martwcie się, będzie dobrze!

Na sam koniec, jako, że dziś mamy ostatni dzień grudnia, jak i roku wypadałoby się chociaż zapytać, jak spędzacie Sylwestra? Wychodzicie gdzieś? Czy tak jak ja, lenicie się z rodziną/przyjaciółmi słuchając Maryli Rodowicz w telewizji i grając w gry planszowe?

Podsumowując, Wy myślicie, czy chcecie podjąć się tego wyzwania i czytać moje wypociny, a ja odchodzę od komputera i myślę o tym, jak bardzo mnie bolą oczy. Czyli co, do zobaczenia (albo i nie) w następnym poście!
Żegnam
Megan Green

Ps. Do stworzenia tego tytułu zainspirowała mnie niesamowita bajka Po drugiej stronie muru tudzież Za bramą ogrodu, w której padło określenie Bajdulki Gębulki. Usuńmy Gębulki, dodajmy Kujonki i mamy tytuł! Jea!