niedziela, 3 kwietnia 2016

A wilkołaki lajkują...- Ulubieńcy marca





Witam!

  Marzec... Miesiąc początków i końców. Czas wyczekiwania i nadziei. No cóż, przynajmniej w moim przypadku. Powróciłam z małej wyprawy do Gdańska przepełniona motywacją oraz pozytywnym nastawieniem, więc należy to wykorzystać pisząc posta. Poza tym, jutro podobno ma być dziewiętnaście stopni Celsiusza! Idealnie! Nie za ciepło, nie za zimno. Ale dobra, wracam do tematu. Jak zwykle serdecznie zapraszam do czytania. Enjoy!

Wydarzenie miesiąca

  O tak. Czekałam na powód do napisania o tym od miesiąca. Otóż, mogę się pochwalić, iż zapisałam się na zajęcia wokalne i jestem z tego niesamowicie zadowolona. Bardzo lubię śpiewać. Jedynym problemem, jest to, że mój głos nie jest jeszcze wystarczająco dobry. Ale to nie powód do rezygnacji! Stwierdziłam, że chcę się się uczyć w tym kierunku. Jak tam moje ogólne wrażenia? Cóż, minął miesiąc i może nie śpiewam perfekcyjnie, ale czuję, że się poprawiłam. Staram się: nie wykonywać utworów bez wcześniejszej rozgrzewki, dawać mojemu głosowi dojść do głosu (ha, ha, takie śmieszne, że aż nikt się nie śmieje), używać nowej umiejętności, jaką jest tworzenie vibrato, czyli delikatnego drżenia w brzmieniu. Czyli podsumowując: oby tak dalej!

 Przedmiot miesiąca


 Jestem znana z wielkiego zamiłowania do planszówek i karcianek, to fakt. Z tego oto powodu jako prezent na Wielkanoc otrzymałam w prezencie grę karcianą Ego. Krótki opis? Ogólnie w grze chodzi o sprawdzenie swojej wiedzy na temat innych graczy. Mamy karty z interesującymi pytaniami, jedna osoba losuje je, wybiera odpowiedź odpowiednią dla siebie, a reszta ma za zadanie odgadnąć jej wybór. Powiem prosto z mostu: cała rodzina się w niej zakochała. Gra była hitem Wielkanocy, dała dużo śmiechu, prawdy, przekąsek i ogólnie świetnej zabawy. Czuję, że będzie główną bohaterką kolejnych spotkań.

Jedzenie/Napój miesiąca

  A jak już jestem w temacie okołowielkanocnym, tym jakże szlachetnym tytułem mianuję tartę cytrynową made by mummy (naprawdę, Megan, teraz ci się wzięło na angielski?). Czy deser zrobiony z kwaśnych owoców może być smaczny? Oczywiście! Cóż, w Wielkanoc parę kawałków zjadłam i mogę się na ten temat spokojnie wypowiedzieć. Górną warstwą była cytrynowa pianka, natomiast dolną kruchy spód. Całość łączyła lekkość, delikatność, a przy tym konkret. Świetny odmiana dla ciężkich tortów. Mamo, jeśli to czytasz, to wiedz, że tarta była niesamowita! 

 Muzyka miesiąca



  Okej, to chyba tyle. Niestety, filmu na ten miesiąc nie mam. Tak po prostu się złożyło. Nie rozwijam się dalej, gdyż u mnie zaraz będzie dopiero dwudziesta pierwsza, a ja już jestem wykończona. Pora odpocząć, by jutro pójść do szkoły. No tak, jutro poniedziałek... Chyba muszę się ogarnąć. Tak czy siak, żegnam Was na ten moment. Życzę miłego dnia!

Megan Green

poniedziałek, 28 marca 2016

Wiosna- prosty sposób na motywację



Hello!
 Co tamu Was? Jak tam minęła Wielkanoc? Czy też siedzicie i zastanawiacie się nad ilością zjedzonego pokarmu? Ja, pełna radości z dzisiejszego dnia, korzystam z końcówki przedostatniego dnia ferii wiosennych. Czyli w skrócie: jest dobrze. Dodać jeszcze do tego jeden cudowny fakt, mianowicie w tym tygodniu rozpoczęła się moja ulubiona pora roku- wiosna (Megan, powtarzasz się...).

  Wiosna jest naprawdę przepiękną porą roku. No, może nie dla alergików. Tak, czy siak, kocham w niej fakt, że przyroda zaczyna się budzić do życia. Ptaki poruszają się z gracją w powietrzu. Na dworze jest cieplej, choć nie upalnie. Mam okazje do wyjścia i nauczenia się jazdy na rolkach. Oprócz tego w kwietniu są moje urodziny. Żyć, nie umierać.

  Wczoraj mój plan na wyjście na rolki ziścił się i mimo wielkich oporów, przypomniałam sobie jak w miarę płynnie się na nich poruszać. Jestem z siebie naprawdę zadowolona. Rolki wydawały mi się równie wielką zabawą, co obawą. Miałam wiele prób jeżdżenia na nich. Niestety, przez to, że raz na pół roku decydowałam się na przejażdżkę, szybko zapominałam, jak się na nich jeździ. Na ten rok chcę regularnie, przynajmniej raz na miesiąc to ćwiczyć. Pogoda mi sprzyja, więc chcę to wykorzystać. A nawet gdyby mi nie służyła, zawsze mogę sobie urządzić na pocieszenie maraton Wodogrzmotów Małych (moje nowe uzależnienie jeśli chodzi o seriale animowane) i pograć chwilę lub dwie w Simsy. Ale wracając do tematu. Wydaje mi się, że warto jeździć na rolkach. Za to jeszcze bardziej lubię (a przynajmniej mam nadzieję, że polubię) przejażdżki tzw. fishboardem. Cóż to jest? To takie znacznie mniejsze rodzeństwo deskorolki, która nazwę zawdzięcza posiadaniu kształtu podobnego do ryby. Skubany jest bardzo szybki, (mimo że na takiego nie wygląda) poza tym ma świetną zwrotność. Co prawda moja rodzina mówi, że longboard (dłuższy i cięższy brat deskorolki o nieco innym kształcie) jest znacznie lepszy, jednak nie zgadzam się z nimi. Ich propozycja w miarę mi się podoba, ale jej przeznaczeniem jest szybka, czasem wręcz niebezpieczna jazda. Fiszka natomiast sprawuję się idealnie, gdy nadchodzi czas na luźną przejażdżkę po okolicy. Nie jestem przekonana do longboarda, najpewniej przez to, że nie polubiłam się z deskorolką i wątpię, iż z nim będzie inaczej. Czy to przez tą długość? A może ciężar? Być może.

  A tak z innej beczki, dalej nie wiem jaki typ zdjęcia będzie lepszy. Ponawiam pytanie: wolicie zdjęcia niczym z polaroida, czy może zwykłe? Ja co prawda chyba mam swojego ulubieńca, jednak chciałabym poznać też Wasze zdanie. Poza tym, mam wielkie plany na przyszłość Bajdulek Kujonki, a  konkretnie założenie strony na Facebooku, tzw. fanpage. Co Wy na to? Jesteście za? Myślę, że to jest dobry pomysł na szybki kontakt z Wami, chociaż nie jestem pewna czy to dobry czas na to. Chciałabym poznać Waszą opinię na te tematy. Okej, pogadałam chwilę, to teraz się żegnam. Życzę miłej Wielkanocy, (a to nie za późno na życzenia?!) pomyślnego wtorku i ogólnie radosnego życia, Ludziska!

Megan Green

środa, 16 marca 2016

Paplanie o introwersji i wiośnie



Witam!

  Jestem w takim wieku, gdy moich rówieśników w większości interesują nowe bronie w tzw. Ce Esie, a ostatnią książką przez nich przeczytaną były Dzieci z Bullerbyn. Ogranicza to moje kontakty i sprawia, że w myślach uderzam się głośno w czoło. No i jak tu w takim towarzystwie otworzyć się oraz przestać być typowym samotnikiem skoro wiadomo, że nasze pasje nie mają nic wspólnego. Gdy tylko powiem coś mądrzejszego, inni patrzą się na mnie z zażenowaniem. Jednak to mnie nie smuci. Bardziej zniechęca mnie poziom naszych dialogów, gdzie rozmówca próbuje ubarwiać swoje słowa coraz to donośniejszym i bardziej krzykliwym głosem. Ale chwila, chwila. To jest temat na kiedy indziej.

  Jestem introwertykiem. Książki i obserwowanie latających mew cenię sobie bardziej niż towarzystwo homo sapiens. Ale czy to źle? Czy to się leczy? Czy teraz jestem Niezgodna? Nie, nie i nie! Szczerze uwielbiam swój dystans do świata i ludzi, poczucie samodzielności i niechęć do spędzania czasu w grupie. Prowadzi to często do dość interesujących sytuacji, gdyż jak już raz na jakiś czas wyjdę z domu, muszę na nowo ogarnąć bliskie mi otoczenie. W jakim sensie? Na przykład: aby skrócić czas czekania na światłach należy nacisnąć służący do tego przycisk. Aby nie zostać przejechanym przez tramwaj trzeba odsunąć się nieco bardziej od ulicy. Aby kupić coś w sklepie nie musisz przechodzić załamania nerwowego.

  I tak, wiem. Teraz myślicie, że jestem niestabilna psychicznie i stwarzam niebezpieczeństwo dla otoczenia. Ale spokojnie, wszystko jest ze mną dobrze. Może powinnam się bardziej udzielać? Wiosna, moja ulubiona pora roku, się zbliża. To idealny czas na wyjście na spacer lub poćwiczenie umiejętności jazdy na rolkach, tudzież deskorolce. Chyba, że powolna zmiana klimatu sprawi, iż dwudziestego marca spadnie śnieg. Hmmm... Najpewniej muszę szybko korzystać z aktualnej, całkiem ładnej pogody.

  Podsumowując, ten post nie zmieni najpewniej Waszego życia. Albo i zmieni. Nie wiem. Zawarłam w nim małą cząstkę mojego życia i osobowości, co najpewniej wywoła u Was uśmiech lub też zażenowanie. Ale spokojnie, w przyszłym tygodniu post będzie mniej filozoficzny, a bardziej wiosenny, radosny. Marcowe powietrze naprawdę świetnie inspiruje. Dodać jeszcze do tego album Mariny and the Diamonds pt. Froot i mam miłą, motywującą atmosferę. Tak więc kończę ten jakże nudny i mało ciekawy post zapraszając Was do korzystania z życia. I uważania na siebie wychodząc z domu. I czytania. No i może jeszcze do cieszenia się z ładnej pogody, jeśli taka u Was panuje.
Do zobaczenia 
Megan Green
  

sobota, 5 marca 2016

A wilkołaki lajkują...- Ulubieńcy lutego

Witam.

  Skończył się luty, a przy okazji, minął już drugi miesiąc istnienia tego bloga. Kurcze... Jestem pod wrażeniem mojej systematyczności. Bo w końcu dwa miesiące pisania o moich przemyśleniach, mimo że mała cząstka ludności to czyta, to jakiś wynik, co nie? Dobra, wróćmy do tematu. Przyszedł czas na podsumowanie lutego. Nie był to może i intensywny miesiąc, ale wycisnęłam z niego co się dało i napisałam A wilkołaki lajkują... Fajnie? Fajnie!

Wydarzenie miesiąca

  Luty był nudny. Dwadzieścia dziewięć dni przepełniały kartkówki, prace klasowe i ich przekładanie. Brzmi to może jak wymądrzanie się małolaty, ale tak naprawdę było. Jednak dostrzegłam w tym miesiącu coś wyjątkowego, a mianowicie walentynkowy wyjazd do Bydgoszczy. Wiem, wiem, w poście walentynkowym sama radziłam Wam, aby nie wychodzić z domu. Ale to był wyjątek! Muszę przyznać, że dobrze spędziłam tegoroczne Walentynki; zjadłam skandynawski obiadek Wiadomo (Albo I Nie) Gdzie, pochodziłam po sklepie meblowym szukając inspiracji i zagrałam w parę gier samochodowych ożywiających atmosferę. Ogólnie: super. Poza tym, ciekawym wydarzeniem w lutym jest dodatkowy dzień tworzący miesiąc przestępny. Czy to wpłynęło jakoś na moje życie? Cóż, miałam dodatkowe dwadzieścia cztery godziny na uczenie się do pracy klasowej z matematyki... Radość rośnie wokół nas!

Przedmiot miesiąca


 Tak, Przedmiotem Miesiąca jest kubek. Ale nie zwykły! Jest to mój ulubiony kubek, który dostałam od Pani Lis (jeśli to czytasz, wiedz że musiałam Ci nadać na tym blogu nowe imię. Podoba się? :) ) na urodziny. Co mogę powiedzieć, miło piję mi się z niego tęczową herbatkę. Tudzież kakao. Za to gorzej się robi mu zdjęcia. Masakra. Słońce się w nim odbija i zanim wymyśliłam jak to skorygować, minęło sporo czasu (czytaj: góra pięć minut. Ach ten niepotrzebny dramatyzm!). Ale tak, wyróżniam w lutym kubek z Nyan Cat. Boom!

Jedzenie/Napój miesiąca

 W tym miesiącu nie mogłam się oprzeć, jak to ja nazywam, pasztecikom. Chociaż, chwila. Nawet nie wiem czy to właściwie ma taką nazwę... (Szybkie sprawdzenie zasobów Internetu) O! Uwaga! Znalazłam prawidłową nazwę: Ciastko półfrancuskie z pieczarkami i kapustą. Zwał, jak zwał. Tak czy siak, cały miesiąc raczyłam się nim po powrocie ze szkoły. Do tego herbatka, jogurcik naturalny i mamy późne drugie śniadanie! Nie chciałabym teraz reklamować konkretnego sklepu, więc nie podam skąd ten pasztecik (tak, wiem że to nie jest pasztecik!) mam. Może poszukajcie w piekarniach lub sieciach supermarketów ze stoiskiem z pieczywem. Podsumowując: polecam.

 Muzyka miesiąca

  Jak co miesiąc staję się Waszym DJ'em i proponuję Wam utwory, których słucham non stop. 

Film miesiąca

A tym razem będzie to produkcja z YouTube! Zaskoczeni? Nie? Okej... Tak czy siak, polecam Wam krótki filmik Krzysztofa Gonciarza pt. Gdybyś był JAPOŃCZYKIEM. Opowiada on o życiu w Japonii i o tym, że teoretycznie nie różnimy się tak bardzo od ich mieszkańców. Bardzo ciekawe, idealne dla mnie, osoby pragnącej odwiedzić Kraj Kwitnącej Wiśni. 



I cóż, to było na tyle. Jeszcze na koniec chciałabym się spytać, czy wolicie zwykłe zdjęcia (jak ta fotografia kubka), czy wyglądające na zrobione polaroidem (zdjęcie roboto-zegara)? Nie potrafię się zdecydować, więc proszę Was o radę. Dobra, a więc kończę ten post. Na razie!
Megan Green

środa, 24 lutego 2016

Around the world

Witam.

  Tak, żyję i miewam się dobrze. Tak, przyznaję się, jestem leniwa. I tak, zanim napisałam ten post spędziłam pół godziny na przeglądaniu zasobów Internetu zamiast pisać ten post. Ale jestem tylko człowiekiem, co nie? :)

  Tak czy siak, po długich rozmyślaniach  stwierdziłam, że dzisiaj zaproponuję Wam coś z kategorii listy wszystkiego-co-się-da-napisać-w-formie-listy, mianowicie spis miejsc, które chciałabym odwiedzić/które uważam za swoje miejsce na Ziemi. Jak może wiecie (albo i nie), jestem wielką fanką podróży. Może i nie żyję na tym świecie długo oraz zwiedziłam malutką część świata, ale wiem, że w przyszłości odwiedzę wszystkie miejsca z tej listy ( a może nawet i więcej!). Może i brzmi to jak infantylne marzenia pięciolatka, jednak mi to nie przeszkadza. Tak więc zapraszam do głównej części postu!

1. Wielka Brytania (w szczególności Londyn)

 

2. Tokio, Japonia


3. Korea Południowa


4.Stany Zjednoczone

5. Rosja


Wiem, wiem, przepraszam za to, że post jest wybitnie krótki, ale mam dużo rzeczy do zrobienia. Nie będę przedłużać, to tyle na dziś. A jakie są Wasze miejsca na Ziemi? Zapraszam do komentowania, a ja zajmuję się tajnikami biologii.
Macha dłonią na pożegnanie:
Megan Green

sobota, 13 lutego 2016

Jak przeżyć Walentynki będąc singlem?

Witam!

  Jak pewnie większość zauważyła, wielkimi krokami zbliża się czternastego lutego, znana wszystkim data jako Walentynki. Jedni czczą to święto bardziej niż własne urodziny, inni nienawidzą. A do której grupy należę ja? Do pośredniej. Toleruję to święto, ale gdy widzę radosne pary patrzące na siebie z miłością w oczach, mam ochotę kopnąć coś (lub kogoś) i wykrzyczeć Nein, nein, nein! Bo, jak pewnie już wywnioskowaliście, zazwyczaj spędzam Walentynki samotnie. A najgorszy jest w tym fakt, iż Wasza Megan uwielbia czytać młodzieżowe romanse wyobrażając sobie siebie w roli głównej bohaterki. I potem oczywiście cierpi zawiedziona, że takie romantyczne sytuacje oraz niesamowici chłopcy nie istnieją. A przynajmniej tak każe mi myśleć rzeczywistość. Ale tego roku stwierdziłam, że póki nie mam partnera będę starała się być pewną siebie i oryginalną osobą. Wam również radzę tak postępować. Niech Wasz potencjalny obiekt westchnień zobaczy, jaką intrygująca osoba przechodzi obok niego (lub też niej). No dobra, to była moja rada na przeżycie Walentynek samotnie. Dziękuję za uwagę!


  Żart. Ha. Ha.
 

  Ale wracając do tematu, przedstawię Wam dzisiaj sześć rad na przeżycie czternastego lutego bez drugiej połówki nie popadając przy tym w rozpacz. Enjoy!

1. Nie. Wychodź. Z. Domu.

Jest to pierwsza i najważniejsza porada. Pewnie od razu się ktoś spyta: Ale czy to właśnie siedzenie w domu nie wzmaga gorycz samotności? Być może tak. Ale uwierzcie mi lub nie, ale pewnego roku spróbowałam opuścić moje cztery ściany i wyjść gdzieś z przyjaciółką. Wybrałyśmy się do galerii handlowej, zjadłyśmy coś smacznego i wszystko byłoby całkiem dobre, gdyby nie fakt, że dookoła mnie były same pary. Wszędzie. Po prostu wszędzie. Więc mój błąd może być przestrogą dla Was, aby nie wychodzić z domu, a zwłaszcza do galerii handlowych. A jeśli już musicie gdzieś wyjść, wybierzcie miejsce, które Was relaksuje. Może być nawet i McDonald. Korzystajcie z tego, że Święto Zakochanych wypada w niedzielę i nie będziecie musieli iść do szkoły lub pracy. Chociaż z tym drugim to nigdy nie wiadomo, może i nie będzie to dzień wolny.

2. Zrób sobie coś wybornego do jedzenia

I dobrze by było, gdyby to była potrawa, której nie gotujecie codziennie. Polecam Wam otworzyć książkę kucharską, której prawie nigdy nie używaliście i wybrać pierwsze danie wyglądające dla Was interesująco. Przepis nie musi być trudny, chociaż dla osób lubiących wyzwania polecam coś bardziej wymagającego. Nie martwcie się, Wasze dzieło nie musi wyglądać jak twórczość Buddy'ego Valastro, grunt w tym, że będziecie mieli dobrą zabawę. A poza tym, nie ocenia się książki po okładce, a jedzenia po wyglądzie, co nie?

3. Puść głośno muzykę i tańcz

Po prostu. Nie zwracaj uwagi na to, że ktoś patrzy. Puść piosenki, które nie opowiadają o pięknej miłości, te o pozytywnych aspektach bycia singlem, albo te mówiące o sile kobiet jak Single Ladies (Put a Ring on It) Beyoncé lub Run the World (Girls) tej samej autorki. Osobiście, czternastego lutego, chętnie posłucham Die Antwoord oraz nacieszę się ich jakże filozoficzną i głęboką muzyką. Z całego serduszka polecam.

4. Zrób dla siebie lub społeczeństwa coś miłego

A co? A na przykład wyjedźcie na spontaniczną wycieczkę. Albo wybierzcie się na zakupy, do kosmetyczki itp. Lub znajdźcie nowe hobby i oddajcie się mu bez reszty. Jeśli to Wam poprawi humor, zaproście przyjaciół. Możliwości jest naprawdę sporo. Każdy człowiek jest inny, więc nie podam uniwersalnego pomysłu dla wszystkich. Chociaż nie, chyba znalazłam taką sugestię. Jest nią pomoc. Podobno dobrodziejstwo dostarcza nam dość sporo endorfin, toteż może wykorzystajcie to i czternastego lutego pomóżcie tym, którym wsparcie jest potrzebne. Nie mówię, że musicie od razu wpłacać miliony na akcje charytatywne. Chodzi mi o oddanie chociaż złotówki na potrzebujących, wyręczenie starszej sąsiadki w noszeniu zakupów, lub posprzątanie domu za rodziców. A będziecie mieli z tego same korzyści: Wy, przepełnieni radością ze zrobienia czegoś pożytecznego, zapomnicie o byciu singlem w Walentynki, a druga osoba nareszcie się uśmiechnie. Same zalety!

5.  Czternastego lutego to nie tylko Walentynki...

...ale i Dzień Chorych na Padaczkę. Zdziwiliście się, czyż nie? Więc moja rada w tym podpunkcie jest taka: gdy ktoś Was zapyta, z kim spędzacie tegoroczne Święto Zakochanych, wy,  z lekką ironią w głosie, możecie powiedzieć, że obchodzicie Dzień Chorych na Padaczkę. Bo przecież jest to ważniejsze święto, niż jakiś dzień serduszek, latającego dziecka z łukiem i bukietów kwiatów. To uroczystość poświęcona osobom walczącym z groźną chorobą.

6. Zawsze jest Dzień Singla!

Na koniec dodam jeszcze, że po nieudanych (lub może udanych z tymi radami) Walentynkach, piętnastego lutego możecie nareszcie z dumą wyjść na ulicę i urządzić sobie Dzień Singla. A jak? Może róbcie to, co robią zakochane pary poprzedniego dnia? To znaczy, nie mówię o całowaniu samego siebie ;) Chodzi mi o wybranie się na kolację sam ze sobą, wyjście do kina, lub sprawienie sobie prezentu. Albo możecie w ten dzień wykorzystać punkt czwarty i zrobić coś dla siebie miłego. Plusem tego święta jest to, że papużki nierozłączki muszą czekać na swoje święto trzysta sześćdziesiąt pięć dni, a Wy korzystacie ze swojego dnia ciesząc się z bycia singlem! O tak!

  I jak, czujecie się już lepiej? Jesteście dumni z bycia jutro bez pary? Dajcie znać w komentarzach oraz tych małych okienkach z przymiotnikami pod postem. Jak one się nazywają? Wiem, reakcje! Tak więc ja się z Wami żegnam i życzę Wam wesołych Walentynek, tudzież Dnia Singla!
Megan Green

sobota, 6 lutego 2016

A wilkołaki lajkują...- Ulubieńcy stycznia



Zdrastwujcje!



  Oto nadszedł ten epicki moment, gdzie Megan wstawia Ulubieńców Stycznia! Tak! I muszę Wam się do czegoś przyznać: niesamowicie mi się nie chciało. Gdy jeszcze do tego dochodziły obowiązki szkolne, które sprawiły, że nie miałam zbyt dużo wolnego czasu, publikacja postu przesunęła się ze środy na... Dzisiaj. Jednak stwierdzam, że wysiłek, jaki włożyłam w pisanie go opłaci się. Wystarczy tylko spojrzeć na sam początek postu i już widać nowość, a mianowicie zdjęcie. Tak, nadszedł chyba ten czas na urozmaicenie moich wypocin. Ale tak na serio, podoba Wam się? No dobra, nie przedłużam i zapraszam do czytania!

 Wydarzenie miesiąca

  Chyba ten tytuł mogą otrzymać warsztaty teatralne, w których, jak już wiecie, uczestniczyłam. Wspominam te chwile bardzo dobrze. Nauczyłam się, że nie należy zabierać prywatność na scenę oraz, że nawet, jeśli grając pomylisz się, nigdy nie możesz przedwcześnie wyjść z roli. Poza tym poznałam wiele niesamowitych ludzi z artystycznymi osobowościami i wielkim poczuciem humoru. Smuci mnie tylko fakt, że z niektórych z nich już nigdy nie zobaczę. Jednak jestem z natury optymistką i żywię nadzieję, że za rok wszyscy się znowu spotkamy.

Przedmiot miesiąca

  Miałam problem z wybraniem czegokolwiek w tej kategorii. Po długich godzinach (żartuję, po paru minutach!) wytypowałam płytę Kasabianów, którą dostałam na Święta. Mówię tutaj o West Ryder Pauper Lunatic Asylum. 


  Nie wiem, czy to się też nie zalicza do kategorii Muzyka miesiąca, ale nie przejmuję się tym. Wracając do płyty, uważam, że jest to ich najlepsze dzieło. Nie mówię, że inne albumy były gorsze, jednak... Powiedzmy, że ten ma niesamowity klimat. Mam wrażenie, że każda piosenka opowiada inną historię. Co mogę jeszcze napisać, rozpływam się gdy słyszę Kasabianów!

Jedzenie/Napój miesiąca

  W styczniu nie jadłam niczego ekskluzywnego, jeśli tak to mogę określić. Jednak jako, że był Sylwester, a Sylwester równa się u mnie z niezdrowym jedzeniem, Jedzeniem miesiąca jest... Nachos z salsą! Pewnie o mnie tego nie wiecie, ale przepadam za ostrymi daniami i bardzo cenię sobie kuchnię meksykańską. W takim przypadku na moim Sylwestrowym stole nie mogło się bez tej przekąski obyć. Nie była może domowego wyrobu, ale mogę zagwarantować, że była pyszna!

Muzyka miesiąca

  W tej kategorii będę dodawała linki z YouTube z muzyką, która mnie zachwyciła. Po prostu.

 Film miesiąca  

  Po pierwsze, niestety nie mogę dodać plakatu filmu, gdyż nie chciał ze mną współpracować.
  Po drugie, filmem miesiąca jest seria Gwiezdnych Wojen, a w szczególności Imperium Kontratakuje i Zemsta Sithów. Stwierdzam, że właśnie w styczniu stałam się maniaczką tej sagi i jestem z tego dumna. Zachwycam się... Wszystkim! Nie wiem, co mam opisywać, każdy zna tę historię. A jeśli ktoś nie zna, to polecam obejrzeć i samemu wyruszyć do odległej galaktyki :)

I to byłoby na tyle. Myślę, że w przyszłości kategorii będzie więcej, ale pięć na sam początek wystarczy. Jestem ciekawa, czy spodoba Wam się moja trzygodzinna praca. Na sam koniec wyjaśnię tytuł serii. wilkołaki w nazwie oznaczają miesiąc, gdyż jak wiadomo, ludzie zarażeni lykantropią zmieniają się w krwiożercze bestie w każdą pełnię, co miesiąc. Natomiast lajkują.... Chyba wiadomo. Tak więc żegnam się z Wami z uśmiechem na twarzy i odchodzę w pokoju.
Megan Green